Kto jest właścicielem danych? Złożona i pilna debata, która pozostaje nierozstrzygnięta.

Dane to pieniądz. Ci, którzy zarządzają nimi w dużych ilościach, zarabiają miliardy w biznesie, mimo że osoby, które je udostępniają, często nieświadomie, nie mają udziału w zyskach. Istnieje o wiele więcej informacji (danych) o ludziach, niż ktokolwiek sobie wyobraża: miliony wiadomości tekstowych, wiadomości WhatsApp i e-maili na minutę; dokumentacja medyczna, transakcje telefoniczne i kartami płatniczymi, które pozostawiają po sobie ślad; oraz niezliczone zdjęcia zarejestrowane przez publiczne i prywatne kamery bezpieczeństwa. W rzeczywistości sztuczna inteligencja (AI) jest szkolona na tych danych, a jej zdolność do ciągłego doskonalenia zależy od tego pożywienia.
Osoby fizyczne i/lub prawne są właścicielami swoich danych, mimo że większość z nich utraciła nad nimi kontrolę. W Argentynie, podobnie jak w wielu innych krajach, jest to uregulowane prawnie. Ustawa 25.326 o ochronie danych osobowych ustanawia to kryterium własności, nawet jeśli dane znajdują się w posiadaniu osoby trzeciej (firmy, instytucji publicznej, organizacji pozarządowej).
Największe ryzyko związane z utratą kontroli nad własnymi danymi, według organizacji międzynarodowych, takich jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, Bank Światowy i Międzyamerykański Bank Rozwoju, wiąże się z prywatnością jednostki. W związku z tym specjaliści, z którymi konsultowała się gazeta, sugerują pilną potrzebę „większej świadomości” problemów, jakie może to generować; na przykład kradzieży tożsamości i popełniania przestępstw z wykorzystaniem takich danych, a także dostępu do prywatnych kont.
Ale to nie wszystko. W swoim eseju „Inżynierowie chaosu ” Giuliano Da Empoli analizuje wzrost populizmu w XXI wieku i opisuje, jak polityka gromadzi i wykorzystuje dane – takie jak reakcje ludzi w mediach społecznościowych – do tworzenia narracji polaryzujących. Innymi słowy, marketing polityczny – podobnie jak marketing korporacyjny – analizuje dane i, z pomocą sztucznej inteligencji, wyszukuje wzorce i ocenia rezultaty, aby zwiększyć skuteczność swoich działań.
„Przekazując dane, sam je przekazujesz. To dana osoba jest przekazywana, a dane są wykorzystywane, by ktoś inny mógł zarobić” – ostrzega specjalistka Vanina Martínez.
Niemal codziennie zgłaszane są przypadki włamań do baz danych publicznych i prywatnych, co ożywia dyskusję na temat zagrożeń, na jakie narażeni są pierwotni właściciele danych. Według danych Światowego Forum Ekonomicznego, dziewięć na dziesięć organizacji padło ofiarą co najmniej jednego cyberataku w ciągu ostatniego roku.
„Przekazując dane, darujesz je. To jednostka jest przekazywana, a dane są wykorzystywane, aby ktoś inny mógł zarabiać” – ostrzega Vanina Martínez , laureatka nagrody Konex Award 2023 w dziedzinie informatyki i sztucznej inteligencji. „Rzadko kwestionujemy dane, które udostępniamy, na przykład w zamian za usługę. To czas, aby się o tym przekonać. Musimy wiedzieć, jakim kosztem możemy się rozwijać, na przykład w dziedzinie sztucznej inteligencji. Często nie wiemy nawet, do czego zostaną wykorzystane nasze dane, i tu właśnie pojawia się odpowiedzialność tych, którzy je gromadzą”.
Gdyby odcięto dostarczanie danych od użytkowników, postęp sztucznej inteligencji uległby spowolnieniu. „Ciągłe zasilanie systemów pozwala na utrzymanie predykcyjnej analizy behawioralnej” – mówi Martínez, doktorantka w dziedzinie sztucznej inteligencji i członkini Instytutu Badań nad Sztuczną Inteligencją Hiszpańskiej Narodowej Rady Badań Naukowych. „Generowanie coraz większych modeli może być najwygodniejszą ekonomicznie strategią, ale niekoniecznie jest pożądane i zrównoważone z perspektywy ekologicznej [rozwój sztucznej inteligencji jest wysoce energochłonny i wodochłonny] i społecznej”.
Modele predykcyjne są opracowywane w oparciu o analizę danych historycznych i bieżących oraz identyfikują wzorce zachowań, na których opierają się prognozy. Służą one nie tylko do identyfikacji produktu, którym zainteresowany jest dany nabywca na platformach, ale trwają już debaty na temat ich zastosowania, na przykład w sądownictwie.
Marc Benioff, prezes i udziałowiec Salesforce, uważany za ewangelistę „dobrego kapitalizmu”, od dawna podkreśla, że tylko dzięki „radykalnej przejrzystości technologia może osiągnąć nowy poziom zaufania”.
Argentyńczyk Juan Santiago , współzałożyciel firmy deweloperskiej Santex, podąża tą ścieżką; jest siłą napędową „Ligi Dobra”, złożonej z biznesmenów i naukowców, którzy dyskutują o etycznej mapie drogowej dla sztucznej inteligencji. „Nie jest jasne, kto jest właścicielem danych, których obecnie żąda sztuczna inteligencja” – mówi. „Chociaż istnieją przepisy, ta własność jest niezwykle niejednoznaczna. W mojej firmie sztuczna inteligencja odgrywa kluczową rolę, ale chętnie podejmujemy debatę filozoficzną. Jestem zwolennikiem kapitalizmu, ale nie możemy żyć na „Dzikim Zachodzie”. Regulacje nie oznaczają sprzeciwiania się kapitałowi. Musimy prowadzić etyczny i odpowiedzialny biznes”.
Eksperci są zgodni, że w kraju prawo o ochronie danych jest przestarzałe w stosunku do nowych technologii gromadzenia i analizy danych.
Andrés Piazza, dyrektor Instytutu Rozwoju Cyfrowego Ameryki Łacińskiej i Karaibów oraz Internetowego Doradztwa Prawnego, zwraca uwagę, że większość krajów wprowadza regulacje: „Robią to, ponieważ sztuczna inteligencja stanowi zagrożenie dla ludzi ze względu na swoje systemy predykcyjne i generatywne. Użytkownicy powinni mieć świadomość, że jeśli zezwolą Meta na dostęp do swoich rozmów WhatsApp, informacje te zostaną wykorzystane do szkolenia sztucznej inteligencji; Google robi to samo z Gemini, a Elon Musk z trenowaniem humanoidów. To najnowsze osiągnięcie w branży danych. Nie ma jasności co do warunków, na jakich dane są przesyłane i jak będą wykorzystywane”.
Eksperci są zgodni, że w tym kraju ustawa o ochronie danych osobowych jest przestarzała w stosunku do nowych technologii gromadzenia i analizy danych. Mimo to zabrania ona wykorzystywania danych do celów innych niż te, dla których zostały zebrane, i stanowi, że przetwarzanie danych osobowych jest niezgodne z prawem bez „dobrowolnej, wyraźnej i świadomej zgody osoby, której dane dotyczą”.
Modele statystyczne „zmieniły wszystko” – zauważa Laura Alonso Alemany, profesor informatyki na Wydziale Astronomii, Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Narodowego w Kordobie i członkini zespołu ds. etyki w Fundacji Vía Libre. „Nie ma jasnej definicji, kiedy ktoś wykorzystuje technologię do uzyskania wartości lub zysku z czegoś, co należy do kogoś innego. To decydujący czynnik, dla którego niektórzy ludzie nie chcą publikować swoich prac online, na przykład z obawy przed kradzieżą”.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych przypadków ostatnich czasów jest skanowanie tęczówki oka, praktyka stosowana w wielu częściach świata przez firmę World (dawniej WorldCpin). Firma ta przedstawia się jako organizacja non-profit z siedzibą na Kajmanach, której celem jest „stworzenie bardziej inkluzywnych i sprawiedliwych instytucji globalnego zarządzania i gospodarki cyfrowej”, jak podaje jej strona internetowa. Wykorzystuje skanowanie tęczówki oka do generowania unikalnej na skalę globalną „tożsamości cyfrowej” (World ID), która umożliwia dostęp do waluty cyfrowej (World Coin) za pośrednictwem aplikacji. W zamian za skanowanie oferuje płatność w wysokości około 25 dolarów amerykańskich w kryptowalutach.
W kraju Agencja ds. Dostępu do Informacji Publicznej (AAIP) wszczęła z urzędu dochodzenie w sprawie naruszenia przepisów o ochronie danych; nie ogłoszono jeszcze żadnych definicji. Alonso Alemany podkreśla jednak, że zezwolenie na skanowanie tęczówki jest równoznaczne z udostępnieniem DNA. „To dane biometryczne, których nie da się zmienić” – mówi. „Ogólnie rzecz biorąc, ze względu na metodę udostępniania danych w różnych formatach, podstawowe prawa są bardzo zagrożone. Czasami są one przyznawane z założeniem, że służą dobru publicznemu, ale często ostatecznie są wykorzystywane w inny sposób. Celem firmy jest jak najmniejsze koszty pozyskania danych i zwiększenia ich ilości. W rezultacie liczba dochodowych działań, które można podjąć, jest ogromna. Towarzyszy temu brak wiedzy osób udostępniających dane”.
Jednak w niektórych krajach to się zmienia, zauważa Martínez. „Ludzie zaczynają pytać dlaczego, po co, co jest napisane drobnym drukiem. Rośnie świadomość społeczna dotycząca prywatności, która zastępuje pytanie: »co oni w ogóle zrobią z moimi danymi?«. Odpowiedź brzmi: mogą wiele zdziałać z danymi”.
Tim Berners-Lee, twórca World Wide Web , powiedział w wywiadzie dla CNBC w 2024 r., że w przyszłości każdy będzie właścicielem swoich danych, a on sam dąży do osiągnięcia tego celu: „Zamiast przekazywać nasze dane Google, Meta, Amazon, Apple, Microsoft i innym gigantom, będziemy mogli je przechowywać i wykorzystywać, kiedy tylko uznamy to za stosowne”.
Zdaniem Santiago, na świecie jest niewiele osób zainteresowanych podjęciem złożonej debaty na temat ochrony danych i ograniczeń w ich wykorzystywaniu. Firmy twierdzą, że ma to na celu ograniczenie ich działań i innowacyjności.
Globalna kancelaria prawna DLA Piper co roku publikuje „Podręcznik przepisów o ochronie danych na całym świecie” i klasyfikuje systemy ochrony danych jako „surowe, rygorystyczne, umiarkowane i ograniczone”. Pierwszy segment obejmuje kraje takie jak Stany Zjednoczone (istnieją szczegółowe przepisy federalne, a nie ogólne; niektóre stany mają przepisy o szerokim zakresie), Kanadę, Meksyk, Wielką Brytanię i państwa członkowskie Unii Europejskiej. Standard argentyński jest określany jako „surowy” (podobnie jak Urugwaj, Arabia Saudyjska, Maroko i Egipt); systemy obowiązujące w Chile, Brazylii, Ekwadorze, Peru, Republice Południowej Afryki, Indiach, Turcji i Rosji są klasyfikowane jako „umiarkowane”, a w Boliwii, Paragwaju, Wenezueli, Hondurasie i Gwatemali jako „ograniczone”.
„Nawet najmniejsze i najsłabsze gospodarczo kraje odrzucają poszukiwanie konsensusu w sprawie regulacji, ponieważ rewolucja technologiczna daje im możliwość zemsty, skoku w przyszłość i wejścia do świata. Nie chcą regulacji, bo czekały na ten moment. Nawet kwestia geopolityczna jest stawką w tej debacie” – mówi Santiago.
W styczniu Günthe Oettinger, ówczesny komisarz UE ds. gospodarki cyfrowej, powiedział na Światowym Forum Ekonomicznym, że „świat potrzebuje agencji Organizacji Narodów Zjednoczonych, której zadaniem będzie ochrona i bezpieczeństwo danych”.
Istnieje wiele możliwości uchwalenia przepisów w takich obszarach jak cyberbezpieczeństwo, zarządzanie i rynki cyfrowe.
Martínez, która współpracowała przy opracowywaniu ogólnych, nienarzucających się przepisów ramowych dotyczących zarządzania danymi opracowanych przez UNESCO, wyjaśnia: „Oprócz proponowania zasad etycznych i wartości, którymi powinna kierować się technologia podejmująca decyzje za ludzi, istnieją osoby, które próbują przełożyć te zasady na działania, które państwa mogą wdrożyć, aby stworzyć rodzaj zarządzania, dzięki któremu prywatne firmy mogą odpowiedzialnie rozwijać swoje produkty i procesy”. Dodaje jednak, że istnieje napięcie między krajami, które chcą zachować swoją suwerenność, a firmami, które chcą jak największej wolności.
Piazza argumentuje, że istnieje wiele możliwości wprowadzenia przepisów w takich obszarach jak cyberbezpieczeństwo, zarządzanie i rynki cyfrowe. „Bazy danych poszczególnych stanów zostały naruszone, więc wiele pozostaje do zrobienia, aby poprawić bezpieczeństwo. Prawdą jest, że egzekwowanie przepisów jest bardzo złożone, dlatego muszą być one wdrażane z dużym zrozumieniem”.
Alonso Alemany uważa, że obecnie „ochrona danych nie jest skuteczna, mimo że jest zagwarantowana w przepisach prawa”.
Demian Reidel, były szef sztabu rady doradczej Javiera Mileia i obecny prezes Nucleoeléctrica, jest przekonany, że kraj ten może przyciągnąć wyspecjalizowane firmy i stać się globalnym centrum instalacji centrów danych AI . W grudniu, podczas Pierwszego Tygodnia AI w Argentynie, opisał świat jako mający trzy centra AI: Chiny, Europę i Stany Zjednoczone. „Europa koncentruje się na regulacjach. Nie możemy mówić o współpracy z Chińczykami, ponieważ robią, co chcą; a w Stanach Zjednoczonych nadal nie jest jasne, co stanie się z kwestią regulacji. Ponieważ jesteśmy bardzo zjednoczeni ze Stanami Zjednoczonymi, Milei rozmawiał z tymi prezesami, aby zachęcić ich do sprowadzenia do kraju inwestycji związanych ze sztuczną inteligencją, na przykład w celu zainstalowania wyspecjalizowanych centrów danych ”. Kilka miesięcy później, podczas spotkania w Rotary Club, powiedział: „ Nie będziemy liderami, jeśli stworzymy regulacje: będzie mniej inwestycji . Nie chcemy strzelać sobie w stopę regulacjami, które nikogo nie obchodzą”.

lanacion